Dziś Kinga ma 6 tygodni. Jak ten czas szybko leci. Grudzień zaczął się słonecznie, więc wreszcie chodzę z Kingusią na dłuższe spacery. Jeszcze muszę opanować technikę wchodzenia/wychodzenia do małej windy, w której ledwo się mieszcze z wózkiem i otwierania mega ciężkich drzwi do klatki.
Koniec tygodnia mamy już bardzo zaplanowany - idziemy z Kingą do pediatry, spotykamy się ze znajomymi (nareszcie! Mąż nie chciał, żeby wcześniej kręcili się 'obcy i zakatarzeni' i odwiedziła nas do tej pory tylko rodzina. A mnie tak brakuje takich spotkań i pogaduszek!) i ja też idę do lekarza. Mówi się po 6 tygodniach jest koniec połogu. Po dość ciężkich 2 tygodniach, najpierw fizycznie, potem psychicznie, teraz to ogólnie nie narzekam. Mam nadzieje, że ginekolog powie, że wszystko ok i już nie będę musiała tam chodzić. Do następnego dzidziusia - jak skomentował mój mąż ;)

do następnego dzidziusia ;) taka malutka Kinga a już drugie w głowie :)
OdpowiedzUsuń